Dalekie obserwacje cz. 2

Obiektyw przydatny w dalekich obserwacjach

Większość dalekich obserwatorów używa w polowaniu na dalekie obiekty lustrzanek cyfrowych i teleobiektywów. Jaka jest jednak ogniskowa, lub zakres ogniskowych obiektywu, które będą spisywały się najlepiej do tego typu fotografii? To pytanie jest dosyć istotne ponieważ wiąże się z kilkoma aspektami praktycznymi:
  1. Teleobiektywy stałoogniskowe i zmiennoogniskowe są z natury rzeczy dosyć skomplikowanymi konstrukcjami, zatem koszt ich zakupu jest zazwyczaj spory,
  2. im większa ogniskowa (zakres ogniskowych) i jasność teleobiektywu tym większe są jego rozmiary, a co za tym idzie również jego waga, która bywa często kłopotliwa,
  3. im większa długość i waga teleobiektywu tym bardziej wskazane jest korzystanie przy robieniu zdjęć ze statywu, który też potrafi sporo ważyć i razem z teleobiektywem stanowi duży balast dla fotografa.
Sprzęt fotograficzny dwóch dalekich obserwatorów (fot. Zetka)

Sprzęt fotograficzny dwóch dalekich obserwatorów (fot. Zetka)
W powyższych rozważaniach należy również brać pod uwagę jasność teleobiektywu, jego rozdzielczość optyczną, winietę i wykonanie, a te zależą najbardziej od grubości naszego portfela. Dla przykładu: używaną Sigmę DG APO 135-400 mm, f:4.5-5.6 kupimy za 900 zł, a Sigmę DG APO 120-400 mm, f:4.5-5.6 za 1900 zł. W przeciwieństwie do typowej fotografii przyrodniczej, a nawet krajobrazowej zdjęcia dalekkoobserwacyjne są bardziej statyczne. Dlatego przy małym budżecie można posunąć się do zakupu tańszego teleobiektywu kosztem jego gorszej jasności, a w zamian używać statywu (który najczęściej i tak jest konieczny). Jeśli nie wykonujemy zdjęć w ekstremalnych warunkach terenowych jakość wykonania, czy uszczelnienia również nie są bardzo istotne. W każdym przypadku istotna jest jednak rozdzielczość optyczna obiektywu. Jeśli będzie za słaba na otwartej przysłonie otrzymamy mydlany obraz, dlatego będziemy musieli przymknąć przysłonę by uzyskać ostrzejszy kadr. Konsekwencją tego będzie nadmierne wydłużenie czasu ekspozycji i częstsze poruszenie zdjęć.

W praktyce warto kupić możliwie najjaśniejszy teleobiektyw na jaki nas stać. Przyczyna jest prosta. Obiektywy zwykle uzyskują maksymalną ostrość po przymknięciu przysłony od 2 do 3 podziałek w górę. Oznacza to że gdy kupimy obiektyw o światłosile 5.6 to najostrzejsze zdjęcia wyjdą gdy ustawimy przysłonę na f = 7.1 lub 8. Czasem by usunąć winietę będzie konieczne ustawienie jeszcze wyższej wartości. Zatem kupowanie teleobiektywu o światłosile 8.0 mija się z celem. Przy takiej jasności obiektywu, gdy nie jest dostatecznie jasno, precyzyjne wycelowanie w fotografowany obiekt może być bardzo kłopotliwe, a zrobione zdjęcia będą w dużej mierze poruszone. Z punktu widzenia czasu użytkowania obiektywu warto również rozważyć kupno obiektywu który będzie posiadał zwartą, szczelną obudowę, lub uszczelnienia. Obiektywy z wysuwanymi na zewnątrz elementami bardzo często zasysają kurz do wnętrza obudowy, również ruchowe elementy luzują się w czasie użytkowania obiektywu.

Teleobiektywy: 1 - Sigma APO DG 100-300 mm f: 4.0 z elementami ruchomymi wewnątrz konstrukcji, 
2 - Sigma DL 70-300 mm, f: 4.0-5.6 z wysuwanymi elementami 

Alternatywą dla drogiego teleobiektywu jest zazwyczaj tańszy telekonwerter. Czyli obudowany zespół soczewek mocowany pomiędzy korpusem aparatu a obiektywem, który powiększa środkową część kadru, zwiększając tym samym ogniskową obiektywu. Najczęstsze dostępne modele telekonwerterów oferują powiększenia x1,4, x2 i x3 do ogniskowej obiektywu jaki posiadamy. Jednak podpięcie telekonwertera również przełoży się na jasność i ostrość. Dla przykładu podpięcie telekonwertera x2 do obiektywu o ogniskowej 200 mm f:4.0 da nam ogniskową 400 mm przy jasności f:8.0 i jednocześnie zmniejszy o połowę rozdzielczość optyczną obiektywu. Zatem kupno telekonwertera ma sens jedynie wtedy gdy już posiadamy dobry i jasny obiektyw, któremu chcemy zwiększyć możliwości. Jeśli nie posiadamy sprzętu z najwyższej półki, lepiej jest kupić tani teleobiektywy niż droższy, dobry telekonwerter.

1 - telekonwerter Kenlock x2 w systemie M42, 2 - telekonwerter Sigma x2 w systemie Pentax K 

  Obiektyw Orestegor 500mm, f:5.6 firmy Meyer-Optik Görlitz (wyprodukowany
 w latach 60-tych XX w.) podpięty do lustrzanki cyfrowej Pentax K-50 poprzez
telekonwerter Sigma APO EX DG x2

Ciekawą alternatywą dla drogiego nowoczesnego sprzętu dedykowanego do danego systemu fotograficznego jest kupno obiektywu "starej daty" z gwintem mocującym M42 i dokupienie odpowiedniego adaptera/przejściówki systemowej do korpusu aparatu, która kosztuje zazwyczaj kilkadziesiąt złotych. Obiektywy z gwintem M42 były produkowane przez wiele lat, zanim upowszechniły się mocowania bagnetowe w korpusach lustrzanek. Na aukcjach internetowych wybór takiego sprzętu jest naprawdę ogromny. W dobie fotografii cyfrowej dzięki adapterom systemowym starsze obiektywy otrzymały drugie życie. Kupując obiektyw z gwintem M42 trzeba mieć na uwadze pewne niedogodności, w takich konstrukcjach nie ma autofocusa, manualnie ustawia się przysłonę, często też trzeba zablokować bolec sterujący przysłoną (w nowszych wersjach obiektywów pod gwint M42). W niektórych modelach takich obiektywów trzeba nieco wydłużyć czas ekspozycji, zazwyczaj od 1/3 do 1.0 EV. Również nieco inaczej będą oddane kolory na fotografii, ponieważ zarówno szkło jak i powłoki antyodblaskowe w tego typu sprzęcie nie były skonstruowane pod kątem fotografii cyfrowej. Ostatnią niedogodnością jest duża waga. Stare teleobiektywy z nielicznymi wyjątkami zrobione są z solidnej porcji szkła i aluminium, czasem zdarza się też nieco tworzyw sztucznych. Te wszystkie mankamenty rekompensowane są jednak przez niską cenę tego sprzętu, dobrą, lub wręcz rewelacyjną rozdzielczość optyczną (porównywalną z współczesnymi obiektywami kosztującymi wiele tysięcy zł), oraz niemalże w każdym przypadku brak winiety, o ile korzystamy z lustrzanki w formacie matrycy APS-C. Jak już wyżej zostało wspomniane fotografia dalekoobserwacyjna to fotografia statyczna daleko położonych obiektów. Dlatego w czasie robienia takich zdjęć zazwyczaj ustawia się ostrość tylko raz - na nieskończoność.

Krótkie teleobiektywy: 1 - Pentacon 135 mm f: 2.8 wersja IV z powłokami MC,  2 - Pentax 18-135 mm f: 3.5-5.6 

Tutaj pojawia się problem, ponieważ w lustrzankach firmy Nikon by uzyskać ostrzenie na nieskończoność potrzebna jest adapter/przejściówka systemowa z soczewką, która jest zazwyczaj droga. Przejściówki bez soczewki w systemie Nikona nie ostrzą na nieskończoność, chyba że przerobi się obiektyw. W systemach mocowań Pentaxa, Canona, Sony A, 4/3, oraz micro 4/3 i Sony E takie przejściówki/adaptery to tuleje dystansowe, pierścienie lub blaszki zakończone z jednej strony gwintem M42, a z drugiej bagnetem systemowym. Koszt takiej przejściówki jak wspomniano jest niewielki. Tutaj niemal wszystkie przejściówki pozwalają ostrzyć na nieskończoność, ale zdarzają się też wersje które tego nie umożliwiają. Ponadto w nowszych aparatach cyfrowych Pentaxa funkcjonuje automatyczne potwierdzenie ostrości dla obiektywów manualnych, zatem aparat sam pokazuje kiedy już wyostrzyliśmy ręcznie na pożądany obiekt. Do podobnego działania obiektywów M42 w pozostałych systemach konieczna jest nieco droższa przejściówka/adapter z chipem zwanym dandelionem. Niegdyś bardzo drogim, dziś dosyć tanim i ogólnodostępnym.

Adaptery systemowe: 1 - M42 na Petax K (bez ostrzenia w nieskończoność), 2 - M42 na Pentax K
(z ostrzeniem w nieskończoność), 3 - M42 na Sony A/Minolta (z ostrzeniem w nieskończoność) 

Przy zakupie starszego (ale też i nowszego) teleobiektywu mamy czasem do wyboru tradycyjną soczewkową konstrukcję, oraz teleobiektyw lustrzany. Rożnica polega na tym że w obiektywie lustrzanym światło wpadające do obiektywu przez przednią soczewkę odbija się od dwóch luster i poprzez tylną soczewkę pada na matrycę światłoczułą aparatu. Pozwala to skrócić o połowę długość obiektywu, ale musi mieć on za to większą średnicę. W konstrukcji soczewkowej światło przechodzi przez przednią, i wszystkie pozostałe soczewki, po czym kierowane jest tylną soczewką na matrycę aparatu. Dzięki odmiennej konstrukcji obiektywy lustrzane są znacznie lżejsze i znacznie tańsze. Nie ma jednak róży bez kolców. W obiektywie lustrzanym nie możemy regulować przysłony, jest ona stała, ponadto lustro powoduje zmniejszenie się rozdzielczości optycznej całej konstrukcji. Dlatego obiektywy lustrze w większości przypadków nie dorównują ostrością tym tradycyjnym. Powłoki odblaskowe luster z czasem matowieją, co dodatkowo wpływa na spadek rozdzielczości optycznej i odwzorowanie kolorów. Kolejną kwestią jest czystość luster, nawet niewielki kurz na lustrach powoduje brzydkie ciemne plamy na zdjęciach, co nie uwidacznia się aż na taką skalę w obiektywach tradycyjnych. Ponadto łatwiej jest wyczyścić wnętrze i soczewki obiektywu tradycyjnego niż znacznie delikatniejszą powierzchnię lustra. Na koniec należy jeszcze dodać że zarówno starsze, ale również większość obecnie produkowanych obiektywów lustrzanych nie posiada sytemu autofocusa.

Ostatnim aspektem zakupu obiektywu jest posiadany przez nas aparat cyfrowy z wymienną optyką. Obecnie produkowane są lustrzanki i bezlusterkowce z matrycami wielkości równej wymiarom klatki tradycyjnej błony fotograficznej (36 x 24 mm). Lustrzanki takie noszą miano pełnoklatkowych (Full Frame, FF). Dla takich aparatów ogniskowa podana na obiektywie jest ogniskową właściwą, rzeczywistą. Druga, bardziej rozpowszechniona grupa lustrzanek i bezlustrkowców to aparaty z matrycą światłoczuła typu APS-C. Dla tego typu sprzętu ogniskową podaną na obiektywie musimy pomnożyć x1.5 przy użyciu korpusu firmy Pentax, Sony czy Nikon. A dla korpusów firmy Canon trzeba użyć mnożnika x1.6, by uzyskać realną wartość ogniskowej. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest wielkość matrycy. Matryce APS-C są 1.5 lub 1.6 raza mniejsze od matryc pełnoklatkowych. Dlatego światło pada na nie z mniejszego wycinka kadru (zwęża się kąt padania promieni świetlnych na matrycę) niż przy pełnej klatce, co powoduje zwiększenie ogniskowej 1.5, lub 1.6 raza. Dla systemów 4/3 i Mikro 4/3 (Olympus, Panasonic) takie zwiększenie ogniskowej jest dwukrotne. Czyli obiektyw o ogniskowej 100 mm dla pełnej klatki będzie miał ogniskową 200 mm w systemie 4/3. Nieco szerzej o rozmiarach matryc światłoczułych i ich rodzajach napiszę przy innej okazji. O powyższych zależnościach dotyczących ogniskowych w rożnych systemach fotograficznych należy pamiętać, są one istotne przy wyborze teleobiektywu do dalekich obserwacji.

Poniżej zestawiłem zdjęcia (całe kadry) Elektrowni Opole, widzianej z odległości 56 km, przy użyciu ogniskowych nominalnych obiektywów od 18 mm do 1000 mm. Należy dodać że używałem lustrzanki wyposażonej w matrycę światłoczułą rozmiaru APS-C sytemu Pentax, więc nominalną ogniskową należy pomnożyć x1.5 by uzyskać ogniskową realną.

Ogniskowa 18 mm na obiektywie, realna 27 mm

Ogniskowa 24 mm na obiektywie, realna 36 mm

 Ogniskowa 35 mm na obiektywie, realna 52,5 mm

Ogniskowa 50 mm na obiektywie, realna 75 mm

Ogniskowa 70 mm na obiektywie, realna 105 mm

Ogniskowa 100 mm na obiektywie, realna 150 mm

Ogniskowa 135 mm na obiektywie, realna 202,5 mm

Ogniskowa 200 mm na obiektywie, realna 300 mm

Ogniskowa 250 mm na obiektywie, realna 375 mm

Ogniskowa 300 mm na obiektywie, realna 450 mm

Ogniskowa 500 mm na obiektywie, realna 750 mm

Ogniskowa 1000 mm na obiektywie, realna 1500 mm

Powyższe zdjęcia jednoznacznie wskazują że najlepszymi obiektywami do dalekich obserwacji pod korpusy z matrycami światłoczułymi APS-C będą te w zakresie ogniskowych nominalnych 200-500 mm. Elektrownia Opole jest dosyć niewielkim obiektem, nawet w porównaniu do niezbyt wysokich wzgórz, a pomimo to jest dobrze widoczna przy ogniskowej nominalnej 100 mm, dlatego do dalekich obserwacji nadadzą się również obiektywy o ogniskowych od 100-200 mm, jednak tylko przy fotografowaniu dużych, dobrze eksponowanych obiektów, przy obiektach industrialnych konieczne będzie mocne kadrowanie zdjęcia. Obiektywy o nominalnej stałej ogniskowej powyżej 600 mm są już w dużej mierze niepraktyczne. Nadadzą się jedynie do aparatów pełnoklatkowych. Przy takiej ogniskowej i matrycy APS-C możemy fotografować detale obiektów industrialnych, jednak do zdjęć rozleglejszych gór, czy wzgórz maja one ograniczone zastosowanie. Podobnie sugerowana ogniskowa nominalna dla systemów fotograficznych Olympusa (4/3) powinna zawierać się w przedziale 100-300 mm.

Teleobiektywy: 1 - Orestegor 500 mm, f: 5.6, przednia soczewka o średnicy 125 mm, 
2 - Sigma APO DG 100-300 mm f 4.0, przednia soczewka o średnicy 82 mm, 
3Sigma DL 70-300 mm, f: 4.0-5.6, przednia soczewka o średnicy 58 mm


Przesadnie wysoka ogniskowa obiektywu prócz zbyt dużego zbliżenia ma również inne minusy. Rzadko zdarza się przejrzystość powietrza, która zapewnia taką widzialność by w 100% wykorzystać możliwości takiego obiektywu. Najczęściej zdjęcia przy takich ogniskowych wyjdą nieco rozmydlone, a użycie niższej ogniskowej poprawi ocenę wizualną zdjęcia. Ponadto obiektyw o większej ogniskowej jest najczęściej cięższy, więc po co dźwigać? skoro i tak nie można w całości skorzystać z możliwości sprzętu. Jedynym uzasadnieniem używania ogniskowych nominalnych powyżej 600 mm w systemach z matrycą APS-C i 4/3 są obserwacje na dystansie powyżej 300 km, jednak te zdarzają się rzadko, i nie w Polsce.

Tatry Wysokie widziane z Pradziada (dystans 230-240 km), pełny kadr wykonany
przy ogniskowej nominalnej 500 mm, realna ogniskowa to 750 mm

Powyższe zdjęcia Elektrowni Opole ilustrują jeszcze jeden problem, który podniosę niejako przy okazji. Wraz ze zwiększaniem się ogniskowej widać wyraźne zmniejszanie się kontrastu na zdjęciach. Jest to zjawisko normalne, ponieważ to co widzimy przy mniejszej ogniskowej, na pierwszym planie, przy większych ogniskowych jest niewidoczne. Dosłownie "uciekają" nam punkty odniesienia kolorów z pierwszego planu na rzecz rozmydlonych, niewyraźnych barw zarejestrowanych z dużej odległości. Zjawisko to jest przyczyną mocnego podkręcania kolorów zdjęć na dużych ogniskowych, tak by wyglądały one atrakcyjnie dla odbiorcy i przypominały kolory obiektów z bliższego planu.


Komentarze